środa, 16 maja 2012

PROLOG


- Jesteście razem?
- Kochacie się?
- Od jak dawna się spotykacie?
To moja codzienność. Te ciągłe pytania dziennikarzy. Już nie reaguję na ich zaczepki, mam tego dość. Czemu nikt nie rozumie, że tylko się przyjaźnimy? To takie skomplikowane? Traktuję go jak starszego brata, którego nigdy nie miałam. To takie dziwne? Wszyscy myślą, że przyjaźń pomiędzy chłopakiem a dziewczyną jest niemożliwa, ja sądzę inaczej. Harry od zawsze potrafił mnie wesprzeć. Znam go zanim poszedł na przesłuchanie do X-Factor. Chociaż paparazzi i tak mają inne zdanie na ten temat. Uważają, że przyjaźnię się z nim dla kasy. Bez sensu. A więc od początku.
Nie mieszkam z moim prawdziwymi rodzicami. Odebrano im prawa rodzicielskie. W „naszym domu” ciągle organizowali przeróżne imprezy. Wreszcie kurator zainteresował się tym co się ze mną dzieje. Tak trafiłam do Domu Dziecka. Byłam tam ponad rok. Wiadomo, każdy chce adoptować małe dziecko, które nic nie pamięta i można je po swojemu wychować, a ja nie umiałam zapomnieć o moim poprzednim życiu. Wreszcie zlitowało się nade mną młode małżeństwo, Lucy i Tom, którzy nie mogą mieć własnych dzieci. Szybko zdobyli zgodę na adopcję i w wieku 9 lat zamieszkałam z nimi w Londynie.  Na początku ciężko było mi się zaklimatyzować. Polubiłam ich, ale wciąż myślałam o moich prawdziwych rodzicach. Nie obwiniałam ich za to jacy byli. Byłam po prostu „wpadką”. Mieli po 18 lat, za dużo wypili na jednej z imprez i tak to wyszło. Często mi to wypominali, jakby to była moja wina. Myślę, że gdybym przyszła na świat kilka lat później byłoby inaczej. Może by mnie pokochali? Może potrafiliby cieszyć się z moich sukcesów w szkole? Uczyłam się całkiem dobrze, Tom i Lucy pomagali mi w lekcjach i dzięki nim nie czułam się taka osamotniona. Jestem im bardzo wdzięczna, że mnie przygarnęli. Nie zbyt dobrze znosiłam pobyt w Domu Dziecka. Inni mi dokuczali i się ze mnie śmiali. Nawet nie wiem czemu. Byłam taka jak wszyscy, ale ten kto chce zrobić komuś przykrość zawsze znajdzie pretekst. A może byłam po prostu zbyt spokojna? Nie wiem, ale nie chciałam sprawiać  problemów.
Zamieszkaliśmy na spokojnej dzielnicy, w nowo postawionym domu. Wokół stały wielkie wille, nasz był trochę skromniejszy, ale jego widok i tak przyprawiał mnie o zachwyt. Był olbrzymi. Obok stał pusty dom, ale często przyjeżdżali tu coraz to inni ludzie z ofertą kupna. Jednak właściciel ciągle się rozmyślał w ostatniej chwili. Z perspektywy czasu cieszę się z tego powodu. Lucy i Tom, bo tak do nich mówiłam, zapisali mnie do szkoły. Znalazłam kilka koleżanek, ale nie przyjaciółek. Byłam strasznie nie ufna. Ciężko było zdobyć moje zaufanie, pewnie przez moje doświadczenia. 
Jednak pewnego dnia mój los się odwrócił. Miałam wtedy 15 lat.

Szłam jak zwykle ze szkoły, nie byłam w najlepszym humorze. Zaczął padać deszcz, a Tom nie mógł po mnie przyjechać. Musiałam iść na nogach. Postanowiłam, że wejdę do Milk Shake City na shake'a. Mojego ulubionego, waniliowego. Już miałam pociągnąć za klamkę kiedy z budynku wybiegła brunetka, która wylała na mnie swojego czekoladowego shake'a. Myślałam, że coś jej zrobię, miałam zachlapany cały płaszcz. Ona też się przeraziła.
- Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale ja....ja mieszkam na drugim końcu miasta...i spieszyłam się, żeby zdążyć do domu przed burzą. Ja naprawdę nie chciałam.- przepraszała mnie.
- Ok, powinno się to sprać. Nie przejmuj się. Nic się nie stało.- pocieszyłam ją.
- Poważnie? 
- Tak. Nie szkodzi.
- A tak wogóle to jestem Julie.- podała mi dłoń.
- Emily.- odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Zaczęło grzmieć.
- No pięknie! Teraz muszę tutaj siedzieć, aż burza się skończy.- z powrotem weszła do budynku.
Pobiegłam za nią.
- Nie musisz. Mieszkam 5 minut drogi stąd, możesz u mnie poczekać.
- Nie, nie chcę sprawiać kłopotu. Już i tak masz mnie dość.- wskazała na mój poplamiony płaszcz.
- To żaden kłopot. Chodź, za chwilę rozpada się na całego.
Uśmiechnęła się przyjaźnie i poszła za mną.
Po kilku minutach byłyśmy w domu, długo rozmawiałyśmy. Jej rodzice dużo pracują i nie mają dla niej czasu. Żaliła się na nich, próbowałam ją jakoś pocieszyć. Wreszcie się rozchmurzyła. Spędziłyśmy ze sobą całe popołudnie. Od tego czasu wiedziałam, że to będzie moja przyjaciółka.
Nie myliłam się, od naszego spotkania minęły 2 lata podczas, których pokłóciłyśmy się tylko raz. Zawsze możemy na sobie polegać i nawzajem się wspieramy.
 __________________________________________________________________________________
 Za kilka dni dodam pierwszy rozdział, a w nim pojawią się okoliczności, w których Emily poznała chłopaków. Oto mój email (ania296505@wp.pl) i Twitter (@Ania296505) jakbyście mieli jakieś pytania.
Ps: Zachęcam do komentowania:)