Hej! Jak pewnie zauważyliście dawno nie dodałam nowego rozdziału, ale ten tydzień był okropny. Miałam bardzo dużo nauki. Wiecie, zbliża się koniec roku szkolnego, a nauczyciele wciąż prześcigają się w pomysłach na "uatrakcyjnienie" nam ocen. Planowałam napisać coś dzisiaj, ale musiałam się spakować, bo w poniedziałek jadę na wycieczkę i nie będzie mnie tydzień. Więc nowy pojawi się dopiero po 5 czerwca. Sorry, ale jutro mam występ, a w niedzielę festyn, a jego ominąć nie mogę:) Obiecuję, że będzie dłuższy. Zapraszam również na mój drugi blog http://onedirection296505.blogspot.com/. Dodałam tam pewne pytanie, bardzo zależy mi na odpowiedzi. Pa:)
piątek, 25 maja 2012
niedziela, 20 maja 2012
1
To wydarzenie pamiętam doskonale, choć minęły od niego 2 lata. Jak na
Londyn pogoda była piękna. Słońce przedzierało się przez konary drzew
wpadając wprost przez moje okno. Postanowiłam wyjść na taras i się
poopalać. Jedyne co mi przeszkadzało to hałas. Z powrotem weszłam do
domu i wyjrzałam przez okno na poddaszu, aby zobaczyć co się dzieje.
Otóż do domu obok ktoś się wprowadzał. Modliłam się, żeby był to ktoś w
moim wieku. Moje modły zostały wysłuchane. Zamieszkało tam 5 chłopaków,
na pierwszy rzut oka wyglądali na trochę starszych. "Moja mama" mówiła,
że to podobno jakiś młody zespół, który gdzieś występował w telewizji,
ale zajął trzecie miejsce. Brzmi nieźle. Rodzice zaproponowali mi, żebym
tam poszła i zapytała czy nie potrzebują jakiejś pomocy. Zgodziłam się pod
warunkiem, że pójdę tam z Julie. Zgodzili się. Szybko do niej
zadzwoniłam, po chwili czekała na mnie pod domem.
- Możemy iść?- spytała.
- Tak, już jestem gotowa.- odpowiedziałam.
- Co to za zespół?
- Nie wiem. Podobno występował w telewizji w jakimś programie rozrywkowym.
- Ooo, fajnie masz. A co by było gdyby to było One Direction?- spytała ze śmiechem.
- A kto to?
- Jak to kto to?! Nie znasz ich?!
Pokiwałam przecząco głową.
- Nawet sobie ze mnie nie żartuj!
- Ja na prawdę ich nie znam. Serio...
- Nie wierzę. Jak możesz ich nie znać. Mam całą ścianę w ich plakatach, przecież byłaś u mnie.- powiedziała z wyrzutem.
- Jakoś nie zwróciłam uwagi.
- Ok, od początku. To właściciele najpiękniejszych, najcudowniejszych głosów na świecie. Oni są po prostu idealni. Kocham ich. Zresztą nie tylko ja, pół świata za nimi szaleje.
- Ahaaa, mam jednak nadzieję, że to nie są oni.
- Czemu?
- Nie chcę, żebyś zwariowała. Może są fajni, ale bez przesady. Nawet ich nie znasz, nie wiesz jak zachowują się przy wyłączonych kamerach.
- Dlatego kilka tygodni temu postanowiłam, że muszę ich poznać. Wtedy ci udowodnię jacy są.
- Ok, daj mi wtedy znać. Ja jednak dalej uważam, że przeprowadził się tu jakiś inny zespół.
- A ty dalej swoje! Wiesz chociaż jak wyglądają?
- Skąd mam wiedzieć, nie znam ich.
- Kobieto, na jakim ty świecie żyjesz.
- Widocznie na innym, niż ty.
- Przestań już, chodź idziemy.- pociągnęła mnie za rękę i zadzwoniła do drzwi.
Czekałyśmy chwilę. Słyszałam jak kłócą się kto ma otworzyć. Zaproponuję im, żeby ustanowili dyżury. Wreszcie otworzył nam wysoki brunet o ciemnych oczach. Spojrzał się na nas badawczo. Właściwie to mu się nie dziwię. Dwie zupełnie obce dziewczyny przyszły zapytać się czy niczego nie potrzebują. Kompletni bezsens. Postanowiłam, że zacznę, bo Julie nie była w stanie. Patrzyła się na niego jak na obrazek. A może to członek tego jej zespołu? Nie wiem, ale odezwałam się, żeby nie pomyślał, że jesteśmy głupie.
- Hej, jestem Emily, a to jest Julie.- wskazałam na koleżanka, a ona mu pomachała.
Z kim ja się zadaję?
- Yyyyy... jestem Zayn.- widać było, że jest lekko zakłopotany.- Pewnie przyszłyście po autograf?- nie czekał na naszą odpowiedź.- Chłopaki!!!!!
Chwilę później przybiegła czwórka jego znajomych. Julie była wniebowzięta, jednak dalej nic nie mówiła.
- Dziewczyny chcą od nas autografy.- Powiedział do kolegów Zayn.
- Nie, to nie tak jak myślicie.- próbowałam to sprostować.
- Nie?
- Nie. Ja mieszkam obok i chciałam zapytać czy czegoś nie potrzebujecie, a to jest moja przyjaciółka Julie, która zgodziła się ze mną do was przyjść.
Zaniemówili.
- Ja... ja przepraszam. Myślałem, że chcecie autograf.- powiedział Zayn.
- Nie szkodzi.
- To wy jesteście One Direction?- spytała Julie.
- A ty znowu swoje.- zaczęłam.- Mówiłam ci już, żebyś przestała o nich gadać. Nie rób sobie nadziei, nawet ich nie poznasz. Oni są sławni, nie zwracają uwagi na zwykłe dziewczyny.- powiedziałam.
Szturchnęła mnie w ramię.
- Czemu tak uważasz?- spytał chłopak z kręconymi włosami.
- Nie wiem.
- Nie przekreślaj ich, nawet ich nie znasz.- ciągnął dalej.
- I niech tak zostanie. Nie zamierzam poznawać wielkich gwiazd, które zrobią mi łaskę rozmawiając ze mną.
- Oceniasz ludzi po pozorach. Nie wiesz co czują, jak się zachowują, nie znasz ich, a mimo to mówisz o nich takie rzeczy.
- Nie zrozum mnie źle, ja mam takie zdanie o wszystkich gwiazdkach jednego sezonu.
- Czyli nie wróżysz im kariery?- złościł się.
- Posłuchaj, nie wiem jak śpiewają i nie chcę tego słuchać. Po prostu nie są mi potrzebni do szczęścia.
- Ale jeżeli ich obrażasz powinnaś posłuchać. Chodź, pokażę ci na laptopie.- pociągnął mnie za rękę. Widać było, że cały, aż się "gotuje" ze złości.
- Ok, niech ci będzie.
Zaprowadził mnie do olbrzymiego salonu, który był nawet ładnie urządzony.
- Siadaj.- wskazał na miejsce obok siebie.
Wszyscy przyszli za nami. Julie posłała mi tylko pełne wrogości spojrzenie. No co? Jestem po prostu charakterna. Lubię mówić co myślę.
- Harry odpuść.- powiedział Zayn.
Ooo, ma na imię Harry. Chociaż tyle wiem.
- Niech zobaczy, a potem krytykuje.
Zayn pokręcił tylko głową i wyszedł.
Harry włączył jakiś filmik z X- Factor. Ok, obejrzę, ale niech nie liczy na cud.
Poleciała melodia, zapaliły się światła i ujrzałam One Direction. Pierwsze wrażenie: szok!
To... to byli oni. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię....
__________________________________________________________________________________
Hej! Taki trochę dziwny ten rozdział, ale jest. Zapraszam do komentowania. Spostrzegawczy czytelnicy dostrzegą błąd, który świadomie popełniłam. W prologu napisałam, że znali się jeszcze przed udziałem w programie, ale zmieniłam plany. Sorry, jeżeli się pogubiliście. Następny za kilka dni. Jak myślicie, co będzie dalej?
- Możemy iść?- spytała.
- Tak, już jestem gotowa.- odpowiedziałam.
- Co to za zespół?
- Nie wiem. Podobno występował w telewizji w jakimś programie rozrywkowym.
- Ooo, fajnie masz. A co by było gdyby to było One Direction?- spytała ze śmiechem.
- A kto to?
- Jak to kto to?! Nie znasz ich?!
Pokiwałam przecząco głową.
- Nawet sobie ze mnie nie żartuj!
- Ja na prawdę ich nie znam. Serio...
- Nie wierzę. Jak możesz ich nie znać. Mam całą ścianę w ich plakatach, przecież byłaś u mnie.- powiedziała z wyrzutem.
- Jakoś nie zwróciłam uwagi.
- Ok, od początku. To właściciele najpiękniejszych, najcudowniejszych głosów na świecie. Oni są po prostu idealni. Kocham ich. Zresztą nie tylko ja, pół świata za nimi szaleje.
- Ahaaa, mam jednak nadzieję, że to nie są oni.
- Czemu?
- Nie chcę, żebyś zwariowała. Może są fajni, ale bez przesady. Nawet ich nie znasz, nie wiesz jak zachowują się przy wyłączonych kamerach.
- Dlatego kilka tygodni temu postanowiłam, że muszę ich poznać. Wtedy ci udowodnię jacy są.
- Ok, daj mi wtedy znać. Ja jednak dalej uważam, że przeprowadził się tu jakiś inny zespół.
- A ty dalej swoje! Wiesz chociaż jak wyglądają?
- Skąd mam wiedzieć, nie znam ich.
- Kobieto, na jakim ty świecie żyjesz.
- Widocznie na innym, niż ty.
- Przestań już, chodź idziemy.- pociągnęła mnie za rękę i zadzwoniła do drzwi.
Czekałyśmy chwilę. Słyszałam jak kłócą się kto ma otworzyć. Zaproponuję im, żeby ustanowili dyżury. Wreszcie otworzył nam wysoki brunet o ciemnych oczach. Spojrzał się na nas badawczo. Właściwie to mu się nie dziwię. Dwie zupełnie obce dziewczyny przyszły zapytać się czy niczego nie potrzebują. Kompletni bezsens. Postanowiłam, że zacznę, bo Julie nie była w stanie. Patrzyła się na niego jak na obrazek. A może to członek tego jej zespołu? Nie wiem, ale odezwałam się, żeby nie pomyślał, że jesteśmy głupie.
- Hej, jestem Emily, a to jest Julie.- wskazałam na koleżanka, a ona mu pomachała.
Z kim ja się zadaję?
- Yyyyy... jestem Zayn.- widać było, że jest lekko zakłopotany.- Pewnie przyszłyście po autograf?- nie czekał na naszą odpowiedź.- Chłopaki!!!!!
Chwilę później przybiegła czwórka jego znajomych. Julie była wniebowzięta, jednak dalej nic nie mówiła.
- Dziewczyny chcą od nas autografy.- Powiedział do kolegów Zayn.
- Nie, to nie tak jak myślicie.- próbowałam to sprostować.
- Nie?
- Nie. Ja mieszkam obok i chciałam zapytać czy czegoś nie potrzebujecie, a to jest moja przyjaciółka Julie, która zgodziła się ze mną do was przyjść.
Zaniemówili.
- Ja... ja przepraszam. Myślałem, że chcecie autograf.- powiedział Zayn.
- Nie szkodzi.
- To wy jesteście One Direction?- spytała Julie.
- A ty znowu swoje.- zaczęłam.- Mówiłam ci już, żebyś przestała o nich gadać. Nie rób sobie nadziei, nawet ich nie poznasz. Oni są sławni, nie zwracają uwagi na zwykłe dziewczyny.- powiedziałam.
Szturchnęła mnie w ramię.
- Czemu tak uważasz?- spytał chłopak z kręconymi włosami.
- Nie wiem.
- Nie przekreślaj ich, nawet ich nie znasz.- ciągnął dalej.
- I niech tak zostanie. Nie zamierzam poznawać wielkich gwiazd, które zrobią mi łaskę rozmawiając ze mną.
- Oceniasz ludzi po pozorach. Nie wiesz co czują, jak się zachowują, nie znasz ich, a mimo to mówisz o nich takie rzeczy.
- Nie zrozum mnie źle, ja mam takie zdanie o wszystkich gwiazdkach jednego sezonu.
- Czyli nie wróżysz im kariery?- złościł się.
- Posłuchaj, nie wiem jak śpiewają i nie chcę tego słuchać. Po prostu nie są mi potrzebni do szczęścia.
- Ale jeżeli ich obrażasz powinnaś posłuchać. Chodź, pokażę ci na laptopie.- pociągnął mnie za rękę. Widać było, że cały, aż się "gotuje" ze złości.
- Ok, niech ci będzie.
Zaprowadził mnie do olbrzymiego salonu, który był nawet ładnie urządzony.
- Siadaj.- wskazał na miejsce obok siebie.
Wszyscy przyszli za nami. Julie posłała mi tylko pełne wrogości spojrzenie. No co? Jestem po prostu charakterna. Lubię mówić co myślę.
- Harry odpuść.- powiedział Zayn.
Ooo, ma na imię Harry. Chociaż tyle wiem.
- Niech zobaczy, a potem krytykuje.
Zayn pokręcił tylko głową i wyszedł.
Harry włączył jakiś filmik z X- Factor. Ok, obejrzę, ale niech nie liczy na cud.
Poleciała melodia, zapaliły się światła i ujrzałam One Direction. Pierwsze wrażenie: szok!
To... to byli oni. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię....
__________________________________________________________________________________
Hej! Taki trochę dziwny ten rozdział, ale jest. Zapraszam do komentowania. Spostrzegawczy czytelnicy dostrzegą błąd, który świadomie popełniłam. W prologu napisałam, że znali się jeszcze przed udziałem w programie, ale zmieniłam plany. Sorry, jeżeli się pogubiliście. Następny za kilka dni. Jak myślicie, co będzie dalej?
środa, 16 maja 2012
PROLOG
- Jesteście razem?
- Kochacie się?
- Od jak dawna się spotykacie?
To moja codzienność. Te ciągłe pytania dziennikarzy. Już nie
reaguję na ich zaczepki, mam tego dość. Czemu nikt nie rozumie, że tylko się
przyjaźnimy? To takie skomplikowane? Traktuję go jak starszego brata, którego
nigdy nie miałam. To takie dziwne? Wszyscy myślą, że przyjaźń pomiędzy
chłopakiem a dziewczyną jest niemożliwa, ja sądzę inaczej. Harry od zawsze
potrafił mnie wesprzeć. Znam go zanim poszedł na przesłuchanie do X-Factor.
Chociaż paparazzi i tak mają inne zdanie na ten temat. Uważają, że przyjaźnię
się z nim dla kasy. Bez sensu. A więc od początku.
Nie mieszkam z moim prawdziwymi rodzicami. Odebrano im prawa
rodzicielskie. W „naszym domu” ciągle organizowali przeróżne imprezy. Wreszcie
kurator zainteresował się tym co się ze mną dzieje. Tak trafiłam do Domu
Dziecka. Byłam tam ponad rok. Wiadomo, każdy chce adoptować małe dziecko, które
nic nie pamięta i można je po swojemu wychować, a ja nie umiałam zapomnieć o
moim poprzednim życiu. Wreszcie zlitowało się nade mną młode małżeństwo, Lucy i
Tom, którzy nie mogą mieć własnych dzieci. Szybko zdobyli zgodę na adopcję i w wieku 9 lat
zamieszkałam z nimi w Londynie. Na
początku ciężko było mi się zaklimatyzować. Polubiłam ich, ale wciąż myślałam o
moich prawdziwych rodzicach. Nie obwiniałam ich za to jacy byli. Byłam po
prostu „wpadką”. Mieli po 18 lat, za dużo wypili na jednej z imprez i tak to
wyszło. Często mi to wypominali, jakby to była moja wina. Myślę, że gdybym
przyszła na świat kilka lat później byłoby inaczej. Może by mnie pokochali?
Może potrafiliby cieszyć się z moich sukcesów w szkole? Uczyłam się całkiem
dobrze, Tom i Lucy pomagali mi w lekcjach i dzięki nim nie czułam się taka
osamotniona. Jestem im bardzo wdzięczna, że mnie przygarnęli. Nie zbyt dobrze
znosiłam pobyt w Domu Dziecka. Inni mi dokuczali i się ze mnie śmiali. Nawet
nie wiem czemu. Byłam taka jak wszyscy, ale ten kto chce zrobić komuś przykrość
zawsze znajdzie pretekst. A może byłam po prostu zbyt spokojna? Nie wiem, ale
nie chciałam sprawiać problemów.
Zamieszkaliśmy na spokojnej dzielnicy, w nowo postawionym
domu. Wokół stały wielkie wille, nasz był trochę skromniejszy, ale jego widok i
tak przyprawiał mnie o zachwyt. Był olbrzymi. Obok stał pusty dom, ale często
przyjeżdżali tu coraz to inni ludzie z ofertą kupna. Jednak właściciel ciągle
się rozmyślał w ostatniej chwili. Z perspektywy czasu cieszę się z tego powodu.
Lucy i Tom, bo tak do nich mówiłam, zapisali mnie do szkoły. Znalazłam kilka
koleżanek, ale nie przyjaciółek. Byłam strasznie nie ufna. Ciężko było zdobyć
moje zaufanie, pewnie przez moje doświadczenia.
Jednak pewnego dnia mój los się odwrócił. Miałam wtedy 15 lat.
Szłam jak zwykle ze szkoły, nie byłam w najlepszym humorze. Zaczął padać deszcz, a Tom nie mógł po mnie przyjechać. Musiałam iść na nogach. Postanowiłam, że wejdę do Milk Shake City na shake'a. Mojego ulubionego, waniliowego. Już miałam pociągnąć za klamkę kiedy z budynku wybiegła brunetka, która wylała na mnie swojego czekoladowego shake'a. Myślałam, że coś jej zrobię, miałam zachlapany cały płaszcz. Ona też się przeraziła.
- Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale ja....ja mieszkam na drugim końcu miasta...i spieszyłam się, żeby zdążyć do domu przed burzą. Ja naprawdę nie chciałam.- przepraszała mnie.
- Ok, powinno się to sprać. Nie przejmuj się. Nic się nie stało.- pocieszyłam ją.
- Poważnie?
- Tak. Nie szkodzi.
- A tak wogóle to jestem Julie.- podała mi dłoń.
- Emily.- odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Zaczęło grzmieć.
- No pięknie! Teraz muszę tutaj siedzieć, aż burza się skończy.- z powrotem weszła do budynku.
Pobiegłam za nią.
- Nie musisz. Mieszkam 5 minut drogi stąd, możesz u mnie poczekać.
- Nie, nie chcę sprawiać kłopotu. Już i tak masz mnie dość.- wskazała na mój poplamiony płaszcz.
- To żaden kłopot. Chodź, za chwilę rozpada się na całego.
Uśmiechnęła się przyjaźnie i poszła za mną.
Po kilku minutach byłyśmy w domu, długo rozmawiałyśmy. Jej rodzice dużo pracują i nie mają dla niej czasu. Żaliła się na nich, próbowałam ją jakoś pocieszyć. Wreszcie się rozchmurzyła. Spędziłyśmy ze sobą całe popołudnie. Od tego czasu wiedziałam, że to będzie moja przyjaciółka.
Nie myliłam się, od naszego spotkania minęły 2 lata podczas, których pokłóciłyśmy się tylko raz. Zawsze możemy na sobie polegać i nawzajem się wspieramy.
__________________________________________________________________________________
Za kilka dni dodam pierwszy rozdział, a w nim pojawią się okoliczności, w których Emily poznała chłopaków. Oto mój email (ania296505@wp.pl) i Twitter (@Ania296505) jakbyście mieli jakieś pytania.
Ps: Zachęcam do komentowania:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)